
Była noc
była ciemna i zimna noc
upajałam się snem...
ale, ale coś mnie obudziło
coś mnie zerwało ze snu
podeszłam do okna
podeszłam by upewnić się, że to co mnie zerwało
nie dochodziło z zewnątrz
Patrzyłam przez to okno
chciałam dostrzec to "coś"
ale nic nie widziałam
nawet gwiazd nie zauważyłam
nie zauważyłam... bo ich tam nie było
nie było gwiazd na niebie
to niespotykane nocą, prawda?
A jednak wpatrywałam się w to ciemne niebo
tak jakbym coś na nim widziała
tak jakbym usiłowała wypatrzeć to "coś"
co zerwało mnie z objęć Morfeusza...
wróciłam do łóżka
wróciłam do mojego, starego a zarazem ciepłego łóżka
i znowu coś usłyszałam...
znowu to "coś" wołało mnie do siebie
nie wiedziałam co to
nie wiedziałam gdzie to jest
nie wiedziałam skąd to woła mnie
znów podeszłam do okna...
tym razem do innego
i znowu nic nie widziałam
ani człowieka za oknem
ani psa, kota
ani żadnej gwiazdy
odwróciłam się, by po raz kolejny udać się do łóżka
by po raz kolejny upajać się moim snem
zdążyłam się odwrócić
a to "coś" znowu mnie wołało do siebie
znowu szukałam...
znowu nic nie znalazłam
ale.. ale uświadomiłam sobie
uświadomiłam sobie, że ja tak na prawdę niczego nie muszę szukać
że to coś jest właśnie we mnie
że tym czymś był...
był głos duszy